Szewc bez butów chodzi?
Tak kochani, mogłoby tak być. Wykonuje tyle pięknych zdjęć moim klientom, tyle cudownych sesji, a ja nie miałabym ani jednego z moim ogromnym już brzuchem. Moja sesja ciążowa? Jak zwykle obudziłam się za późno i fotografowie których podziwiam nie mieli już terminu. Niestety kalendarze nie są z gumy i ja coś o tym wiem. Oczywiście rozumem to jak nikt inny.

Wspominałam wam już na instagramie, że w związku z moją powiększająca się rodziną ograniczyłam znacznie liczbę sesji w tym roku. Nie byłam w stanie wykonać więcej niż jedną, dwie dziennie. Oczywiście zdarzały się maratony kiedy od piątku do niedzieli zgrywałam tylko kolejne zdjęcia na mój komputer. Jednak działo się to zazwyczaj na ostatnia chwilę, a ja miałam dość siły aby temu podołać.

Pewnego popołudnia wracając z urodzin naszej małej przyjaciółki podjechaliśmy jeszcze na chwilkę do Kryspinowa. Szybki spacer, kilka zdań wymienionych pomiędzy mną, a moim kochanym mężem i mam skromna pamiątkę tego cudownego czasu oczekiwania. Na spacerze towarzyszyły nam wyśmienite humory, dlatego było dużo wygłupów, śmiesznych min i uroczych uśmiechów. Moja sesja ciążowa składa się z  kilku kadrów z Marysią, zero z Tatusiem. Zatem na myśl przyszła mi kolejna – zimowa sesja.

Oddając aparat w ręce Tomka czy mojej siostry często mogę się przekonać, jak różne mamy wyczucie kadru. Tomek zaskoczył mnie ujęciami o których ja bym nie pomyślała. I o to chodziło! Muszę częściej oddawać mu mój ukochany sprzęt, tylko żeby on był tak ochoczy aby te zdjęcia mi robić 😀

 

Add your thoughts

There are no comments, add yours